Historia pewnego turnieju

Udostępnij:

Polak lepszym strzelcem niż Petrovic, Sabonis czy Schrempf? Dziś brzmi to irracjonalnie, ale w 1980 roku było to faktem. Poznajmy historię turnieju w Dymitrowgradzie.

Latem 1980 roku cały sportowy świat spoglądał w kierunku Moskwy, gdzie odbywały się Igrzyska Olimpijskie. Równocześnie z Olimpiadą w bułgarskim Dimitrowgradzie najlepsi młodzi koszykarze spotkali się na Turnieju Przyjaźni. Nie zabrakło tam i reprezentacji Polski, w której pierwsze skrzypce grali wówczas Stanisław Kiełbik z Górnika Wałbrzych czy Jarosław Jechorek z poznańskiego Lecha.

Jak zapamiętały wyjazd do Bułgarii legendy polskich parkietów?

– Pamiętam doskonale ten turniej. Kiedy wyjeżdżaliśmy do Bułgarii w telewizji transmitowano ceremonię otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Moskwie. Wzięło w nim udział aż 16 zespołów, a całe rozgrywki trwały bodaj 10 albo 12 dni. Docelowo były to zawody dla graczy z rocznika ’61, ale Jugosławia wystąpiła zawodnikami z roczników ’63-’64, a ówczesny ZSRR graczami z ’64 roku – wspomina po latach Jarosław Jechorek.

W składzie reprezentacji Jugosławii widniało wtedy nazwisko 16-letniego Drazena Petrovica. Drużyna ZSRR przywiozła ze sobą Arvydasa Sabonisa, a w zespole niemieckim wystąpił Detlef Schrempf. W roku 1980 nikt jeszcze nie przypuszczał, że cała trójka zostanie graczami tak wielkiego kalibru i za kilka lat z powodzeniem będzie radziła sobie za oceanem w najlepszej lidze świata – NBA.

– Mieliśmy wtedy fajną ekipę i tylko przez niefart nie udało się nam zakwalifikować na mistrzostwa Europy. Ze mną z Lecha pojechał Piotr Lewandowski, z Górnika był Stachu Kiełbik, byli też Mariusz Kaczmarek i Paweł Wysocki z Zastalu – dodaje były środkowy reprezentacji Polski.

Jednak to nie Petrovic ani Sabonis, a nikomu nieznany szerzej chłopak z Wałbrzycha skradł całe show na turnieju. Stanisław Kiełbik rozgrywał fenomenalne zawody i seriami dziurawił kosze rywali. Świetna forma rozgrywającego Górnika dała mu tytuł króla strzelców i miejsce w najlepszej piątce bułgarskiego turnieju.

– Staszek był tam absolutną gwiazdą. Błyszczał na tle rywali. Został królem strzelców i z miejsca wybrali go do najlepszej piątki. Razem z nim znaleźli się w niej Drazen Petrovic, Detlef Schrempf oraz dwaj włosi – Alberto Tonut i Ario Costa. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że Stachu w ogóle tam nie pasował (śmiech) – przyznaje Jechorek.

A jak zapamiętał te zawody sam bohater?

– To był całkiem udany turniej dla nas, a sam zostałem królem strzelców i znalazłem się w piątce turnieju. Wtedy nie wybierało się MVP. Król strzelców zawsze miał miejsce w pierwszej piątce. Trzeba dodać, że to były silnie obsadzone zawody z reprezentacjami Jugosławii, Związku Radzieckiego czy Włoch. Cała czołówka, a my pokazaliśmy się z naprawdę niezłej strony na ich tle – przyznaje wychowanek wałbrzyskiego Górnika.

– Lato było upalne, a temperatury w hali dochodziły do 40 stopni, a my graliśmy w nieklimatyzowanej hali. Lało się z nas strumieniami… – dodaje Kiełbik.

Niestety na próżno szukać gdziekolwiek relacji z występów Polaków. Po 40 latach w pamięci Jarosława Jechorka zapadł tylko mecz z ZSRR.

– Pamiętam tylko, że przegraliśmy z ZSRR dwoma punktami. U nas byli sami zawodnicy z roczników ’61 i ’62, a oni byli dwa-trzy lata młodsi. Sabonis wtedy jeszcze nie odgrywał pierwszoplanowej roli. Był wysokim „szczypiorem”, ale dopiero pukał do dużej koszykówki – wspomina wychowanek Lecha.

Na szczególną uwagę zasługuje jednak nazwisko Drazena Petrovicia, który po latach został okrzyknięty „Mozartem koszykówki”, a jego bogatą karierę i znakomite występy w NBA zahamowała tragiczna śmierć w wieku 28 lat… Wracał wtedy z turnieju eliminacyjnego do mistrzostw Europy, który odbywał się w Polsce.

– Drazen mimo tego, że był od wszystkich młodszy, to zupełnie nie odstawał. Widać było, że to będzie kawał gracza. Rzucał z siedmiu, ośmiu metrów i wpadało. Zresztą cała ekipa Jugosławii miała to coś. Od razu widać było, że są na innym poziomie – przyznaje po niemal 40 latach Jarosław Jechorek.

– To był juniorska elita. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że ci zawodnicy trafią do NBA, bo różnie losy się toczyły. Byli zupełnie inaczej prowadzeni, a my żyliśmy w komunie i nie można było zrobić żadnego ruchu – kończy Stanisław Kiełbik.

Kategorie

@2019 - ZATRZY.PL. Wszelkie prawa zastrzeżone.